W środę, 13 stycznia odbyło się kolejne spotkanie FILM - MÓWKI. Gościem kina Elektronik był jeden z najbardziej utalentowanych polskich reżyserów młodego pokolenia- Jan Komasa. Podstawą do rozmowy był film  "Scena zbrodni"  J. Oppenheimera.

Punktem wyjścia do rozmowy był wielokrotnie nagradzany  film dokumentalny J. Oppenheimera  „Scena zbrodni”. Film jest efektem siedmiu lat spędzonych przez reżysera z „emerytowanymi” dowódcami brygad śmierci w Indonezji. Fascynuje głównie poprzez formę, która łączy cechy gangsterskiego dramatu, kiczowatego melodramatu i surrealistycznego dramatu psychologicznego. Główne tematy pojawiające się podczas spotkania dotyczyły granicy między filmem dokumentalnym a fabularnym. Jan Komasa – twórca doskonałych filmów fabularnych („Sala samobójców” czy „Miasto 44”) – czerpie inspiracje z kina dokumentalnego. Wspólnie z aktorami przed rozpoczęciem dni zdjęciowych ogląda filmy dokumentalne, żeby podglądać naturalne relacje między ludźmi i sytuacje bez udawania. Dokumenty dla Jana Komasy są też  ucieczką od udawanego świata fabuły i odkryciem, że najbardziej fascynujące scenariusze pisze życie. Twórca „Sali samobójców” ceni sobie w kinie prawdę, do której można dochodzić w różny sposób np. poprzez nieprawdę – tak jak się to dzieje w „Scenie zbrodni”. J. Oppenheimer poprosił morderców o filmowe odtworzenie dokonanych przez nich zbrodni. Chudy Anwar Congo i gruby Herman Koto  z entuzjazmem załatwiają aktorów, dekorację, kostiumy i dyskutują o możliwych scenariuszach rekonstrukcji. Jednak praca przy filmie obiera nieoczekiwany kierunek. Bohaterowie zaczynają zastanawiać się nad tym, co zrobili w prawdziwym życiu.  Rekonstrukcja makabrycznych zdarzeń z przeszłości okazuje się w efekcie dla morderców bardziej realna niż ich prawdziwe czyny. Jan Komasa uwielbia też w tym filmie kicz, który jest kontrą dla realności i w efekcie służy podkreśleniu absurdu zbrodni. To filmy dokumentalne nauczyły młodego reżysera odwagi, żeby się nie cofać przed kontrastem stylistycznym, co wykorzystał w filmie „Miasto 44”.  Twórca zdradził też nam swoje sposoby współpracy z aktorami. Uważa, że robienie filmu jest jak organizowanie imprezy, na którą się zaprasza świadomie różne osoby i poprzez to stwarza niecodzienne sytuacje, przecież dużo zależy od tego kto koło kogo usiądzie. Początkowe prace nad filmem to zawsze prowokacje reżysera, który organizuje aktorom różne „ćwiczenia”. Przed „Salą samobójców” np. zaprosił o filmową rodzinę  na brunch do jednego z hoteli warszawskich, żeby zobaczyć, jak będą funkcjonować pośród dobrze sytuowanych rodzin. Testem dla filmowych par jest dla niego zawsze wspólny taniec – który pokazuje czy jest między partnerami „chemia”.

Spotkanie prowadziły” Beata Zaborek (NInA) i Małgorzata Stasiak (WSF). 

 

 

Feedback